Wielokrotnie opisywałem tej zimy nasze przygody na kolejnych spływach, a teraz przyszedł czas na podsumowanie. Otóż zaczęło się od falstartu na Pokrzywnej gdzie spływ się nie odbył. Za to później szło nam całkiem fajnie. I tak kolejno: w listopadzie płynęliśmy 3 razy, w grudniu 5 , w styczniu 3 , w lutym 2 no i w marcu 4 razy. Łącznie przepłynęliśmy ponad 250 km po trudnych odcinkach czasami w bardzo dużym śniegu, a w spływach brało udział blisko 200 osób i co warte podkreślenia, pływało z nami kilka pań. Byliśmy na Wieprzy, Kamienicy, Skotawie, Łupawie, Bytowej, Raduni i kilkakrotnie na Słupi a zimę kończyliśmy na Wiśle z Markiem Kamińskim. Największy mróz mieliśmy 19-tego grudnia na Skotawie gdzie pod koniec spływu termometr wskazał -19,5. Czasami musieliśmy zastąpić w odśnieżaniu służby odpowiedzialne za te zadania i przygotować sobie miejsca dojazdu naszych samochodów po kajaki ;-) - To była już pełna desperacja w tęsknocie za rzeką ! Największym wyczynem był spływ na Słupi gdzie w zimowej porze nasi Przyjaciele z Grupy Rowerowej Trójmiasto przyjechali na spływ rowerami, a później wrócili - bagatela 10 godzin na rowerze i ponad 200 km przejechane. Największą frekwencją cieszył się bądź co bądź najtrudniejszy spływ zimowy Łupawą - 17 osób popłynęło w bardzo ekstremalnych warunkach. Udało mi się podsumować prawie wszystko, ale niestety nikt nie notował ilości wywrotek, a szkoda. Mogę tylko powiedzieć, że najwięcej było ich na ostatnim spływie na Jarze Raduni.
Za kilka dni mamy początek sezonu wiosenno-letniego. Cieszy mnie, że już tak wielu kajakarzy miało okazję poznać uroki zimowego pływania i zarazić się tą porą roku w kajaku.
Serdecznie pozdrawiam - Tadeusz
a poniżej ostatnia kabina na zimowym spływie :-) no może prawie ostatni ;-)


0 komentarze:
Prześlij komentarz