Wprawdzie w kalendarzu już wiosna, ale nasz niedzielny spływ Słupią z Soszycy do Gołębiej Góry umownie zaliczyliśmy jeszcze do zimy ( w lesie było jeszcze trochę śniegu ). Po ostatnich roztopach wody w rzece wyraźnie przybyło i miałem wrażenie że jeszcze tu nie płynąłem. Nurt wyraźnie szybszy a przeszkody w zupełnie innej niż dotychczas konfiguracji. Od późnej jesieni ani razu nie przeszkadzały nam opady za to wczoraj mieliśmy sporo deszczu. Było dosyć ciepło i nad rzeką unosiła się mgła i miało to swój urok. Na spływ tym razem namówiłem mojego syna , który dotychczas raz w życiu płynął dwójką, a ja go wsadziłem do niewielkiej jedynki. A co, niech się uczy, tym bardziej, że to już duży chłopiec z żoną i dwuletnim Kubusiem. Trochę go bujało, ale dosyć długo było wszystko w porządku, aż w pewnym momencie Czesiek wykonał klasyczną kabinę. Było zabawnie tyle tylko, że on wyszedł z wody już bez okularów i to było mniej śmieszne. Po niedługim czasie zdenerwowanie utratą okularów minęło i już do końca bawiliśmy się świetnie. Mój syn twierdził, że bez okularów nie może płynąć bo nic nie widzi, a gdy je utopił to już do końca radził sobie bardzo dobrze. Wygląda na to, że mu przeszkadzały
. Mimo padającego deszczu wszyscy uznali spływ za bardzo udany. Do Gołębiej Góry płynęliśmy trochę ponad trzy godziny i zakończyliśmy na pięknym przy tym stanie wody bystrzu pod mostem. Nikt już się do końca spływu nie wywrócił, ale wszyscy nabrali wody na samym końcu, a ja to wszystko sfilmowałem.
Pozdrawiam i zapraszam na oficjalną inaugurację wiosennego pływania na tym samym odcinku Słupi
Tadeusz


0 komentarze:
Prześlij komentarz