Gdy przed tygodniem zabierałem się za opisanie spływu Jarem Raduni to stwierdziłem, że nie bardzo wiem jak zacząć bo tyle się działo. Okazało się to niczym w porównaniu z moją dzisiejszą próbą przekazania Wam wszystkiego czego doświadczyłem razem z Darkiem w ubiegłą sobotę. Emocje z tego pływania w kajaku towarzyszą nam nadal.No wiec spróbuję jakoś zacząć. Otóż przed tygodniem narodził się pomysł aby spróbować potowarzyszyć Markowi Kamińskiemu w czasie ostatniego dnia jego wyprawy.Przez kolejne dni śledziliśmy gdzie jest aktualnie, żeby wiedzieć gdzie będzie nocował przed ostatnim etapem. W piątek dotarł do początku Martwej Wisły i tam zanocował a my zastanawialiśmy się czy popłynie w sobotę starym korytem, czy też tzw. Przekopem Wisły prosto do morza. Pojechaliśmy na tyle wcześnie aby zdążyć przed jego wyruszeniem.Na miejscu okazało się że mamy jeszcze trochę czasu a płynąć będziemy prosto w kierunku morza a zakończenie zaplanowano na plaży niedaleko Sobieszewa.
Zwodowaliśmy z Darkiem nasze kajaki i podpłynęliśmy do obozu pana Marka Kamińskiego, a on bardzo chętnie zgodził się na nasze towarzystwo. Jest bardzo miłym i kontaktowym człowiekiem i w czasie wspólnego spływu w kierunku morza sporo rozmawialiśmy. Możliwość uczestniczenia w wyprawie tak znanego polarnika to naprawdę wielkie przeżycie. Po chwili pojawił się nad nami pilot na motolotni witający Marka Kamińskiego i filmujący to wydarzenie. W miejscu gdzie Wisła kończy swój bieg, rozwieszono między dwoma łodziami baner z napisem META i 941 km, które on pokonał. Od tego momentu płynęliśmy wzdłuż brzegu Bałtyku do plaży w Sobieszewie. W odległości ok 1 km od brzegu całkiem fajnie bujało i pływanie było bardzo przyjemne. Cały czas towarzyszyły Markowi Kamińskiemu trzy łodzie pełne reporterów i kamerzystów. W sumie pokonaliśmy tego dnia ok. 15 km a samo dobijanie do brzegu odbyło się bez naszego towarzystwa. Troszkę szkoda, ale w końcu to była wyprawa Marka Kamińskiego, a nie nasza ;-)
Naszym kierowcą była moja córa Ola, a przede wszystkim świetnym fotografem. To ona pamiętała żeby wziąć dla nas od pana Marka autograf z dedykacją . Zrobiła mnóstwo pięknych zdjęć i za wszystko jej bardzo dziękuję. Oprócz tego ja miałem aparat, a Darek małą kamerę i w sumie mamy mnóstwo wspaniałego materiału, a na dodatek można obejrzeć zdjęcia z motolotni na stronie www.jet-stream.pl
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę że opisywanie naszych spływów to jest mały pikuś. Przekazanie tylu wrażeń i tylu emocji jest naprawdę bardzo trudno tak ubrać w słowa żebyście to wszystko poczuli i zobaczyli. Na szczęście do mojego opisu Andrzej dołoży mnóstwo zdjęć i filmików i może wtedy poczujecie atmosferę wydarzenie w którym było mi dane uczestniczyć.
Na koniec szczególne podziękowania dla Darka za piękne filmiki.
Pozdrawiam - Tadeusz



0 komentarze:
Prześlij komentarz